sobota, 14 maja 2011

Poczuć cokolwiek

Tak, jest tu dużo seksu i przemocy. Nie, to nie jest dla dzieci. Trudno powiedzieć, do kogo adresowany jest ten serial, ale z pewnością oglądanie go jest rozrywką. Niektórzy stwierdzą, że jest zbyt bezpośredni, perwersyjny, a wręcz wulgarny. Inni powiedzą, że przecież to wszystko już było, już to widzieliśmy, i po co kolejny raz patrzeć jak ćpają, pieprzą, biją się i żałują? Ale jest coś jeszcze. Coś, co niekoniecznie każdy zauważy, bo można pooglądać sobie odcinek, pośmiać się, popłakać i pójść spać. Można jednak dostrzec osobę. Dostajemy człowieka, pełen pakiet, z jego błędami, nałogami, tęsknotami, seksualnością. Możemy ocenić go pochopnie, powiedzieć, że jest zboczony, zaniedbuje ludzi, których kocha, wiecznie przegrywa. Ale czy każdy z nas nie jest właśnie takim pakietem?
Przy dźwiękach "You can't always get what you want" Rolling Stones'ów, Hank Moody podjeżdża pod kościół swoim czarnym Porshe. Wrzuca niedopałek do święconej wody. Mówi do wiszącego na krzyżu Jezusa: "Cześć. Nigdy tego z tobą nie robiłem, ale jak człowieka przypili...". Nagle pojawia się śliczna siostra zakonna, na co Hank wyjaśnia, że właśnie rozmawia z jej...mężem. Zwierza się, że przechodzi kryzys jako pisarz i dawno już nic nie stworzył. Siostra na to, że zazwyczaj zaleca "Ojcze nasz" lub parę "zdrowasiek", ale w tym wypadku..."Może loda?". Chwilę później Hank budzi się obok nagiej blondynki. 
To opis pierwszej sceny pilotowego odcinka serialu "Californication". Zapowiada przygody Hanka, pisarza, który przeprowadza się do Los Angeles, gdzie kręcony jest film na podstawie jego powieści. Sukces staje się jednak bramą do piekła dla niego i jego bliskich. Obserwujemy człowieka, który zaniedbuje rodzinę, rzucając się w wir hollywoodzkiego blichtru. Po drodze gubi najważniejsze wartości, ale przede wszystkim: gubi siebie. Karen, kobieta którą kocha i matka jego dziecka, nie poznaje już swojego mężczyzny i opuszcza go. W trakcie czterech sezonów wielokrotnie próbują odbudować na nowo swoją rodzinę, ale czasem miłość nie wystarcza. Za każdym razem Hank zrobi coś by ją zniszczyć, a kiedy już wydaje się, że złapał szczęście za rogi, powracają błędy z przeszłości. Widzimy też jego porażki jako rodzica, kiedy usiłuje opiekować się zbuntowaną, diaboliczną córką Beccą. Stara się, ale sam jest tak naprawdę zagubionym dzieckiem, błądzącym w ciemnościach. 
"Californication" jest o tym, jak łatwo się zgubić.  Łatwo stracić z oczu to, co ważne, wartościowe i ludzi którym na nas zależy. Łatwo upaść na dno. Można odbić się na chwilę, ale wrócić na powierzchnię bywa niemożliwe. W tym serialu seks, narkotyki czy gorszące Hollywood są tylko pretekstem do opowiedzenia fascynującej historii. Jest w tej historii prawda o człowieku, o każdym z nas. O pustce, którą mamy w sobie, mimo tak wielu uciech jakimi karmi nas dzisiejszy świat. Pragniemy wypełnić ją i poczuć coś, cokolwiek. Często zapominamy wtedy o sobie, płacąc  za to wysoką cenę.

niedziela, 8 maja 2011

Nigdy nie mów nigdy


Każdy z nas wierzy, że spotka miłość swojego życia. Być może to sąsiadka z klatki obok lub towarzysz zabaw z podwórka. „Nigdy nie mów nigdy” doskonale pasuje jako motto do filmu Keinohrhasen.

Kilkuletni „przywódca bandy” i jego koleżanka w za dużych okularach i aparatem na zębach po wielu latach są na siebie skazani. Ludo musi odrobić 300 godzin prac społecznych w przedszkolu w którym pracuje Anna. Jest to początek wielkiej miłości. Zabawne dialogi, cięte riposty i „pikantny” język to zdecydowanie mocne atrybuty filmu. Piosenka tytułowa „Apologize” odzwierciedla historię bohaterów i stanowi tło dzieła. Reżyser używa retrospekcji. Bohaterowie wspominają czasy dzieciństwa i to, że nigdy się nie lubili. Przeważają odcienie żółtego, kolory są „wyblakłe. Cały film jest również utrzymany w tej tonacji. Mamy wrażenie jakbyśmy oglądali zdjęcia ze starego albumu. Jest to nawiązanie do tego jak zmienił się ich stosunek do siebie.

Los ma w zanadrzu wiele niespodzianek. Może kolega, który w podstawówce ciągnął Cię za włosy lub koleżanka, która przykleiła Ci gumę do krzesła niespodziewanie zapuka i do Twoich drzwi.

Miłość może być wieczna?

‘Remember me’ – ‘Twój na zawsze’. Jedno z wielu nietrafionych tłumaczeń tytułów filmowych tutaj szczególnie zwraca moją uwagę. Chyba ktoś nie zrozumiał przesłania… Niby typowa miłosna historia – spotyka się dwójka młodych ludzi. Studentka Ally, która nie imprezuje, nie jeździ metrem i nie zaczyna posiłku od dania głównego – bo co, jeśli nie dożyje deseru? Tyler – zbuntowany chłopak, który w zawalonym pustymi butelkami po piwie i śmierdzącym dymem papierosowym mieszkaniu wciąż rozpamiętuje samobójstwo brata i opiekuje się młodszą siostrą. Nie jest to jednak typowa miłosna historia. Pogmatwane życie głównych bohaterów, w którym na każdym kroku pojawia się stwierdzenie ‘remember me’ – pamiętajmy o tych, którzy odeszli. Wszyscy, którzy obejrzeli ten film ze względu na Roberta Pattinsona na pewno się nie rozczarowali. Zbuntowany wampir ze „Zmierzchu” i życie pod znakiem śmierci brata, która zniszczyła jego rodzinę tworzy kreację, dzięki której być może zacznie być postrzegany jako poważny aktor, a nie tylko jako idol nastolatek. I pytanie, które pojawia się po zakończeniu, którego zapewne nikt się nie spodziewał: Jak wiele historii zakończyło się 11 września 2001 roku?