Ile jesteś w stanie poświęcić dla zapachu miłości?
Zamknij
oczy... Czujesz? Ten zapach tak piękny, że nie potrafisz go opisać słowami. To jak poczucie ekstazy. Jest Ci tak dobrze, że masz wrażenie jakbyś właśnie wrócił z raju. Jednak ta niesamowita woń jest coraz dalej i dalej... Nagle znika. Otwierasz oczy. Czujesz jakbyś przebudził się ze wspaniałego snu. Stan w którym czułeś się jak w niebie po prostu prysnął. Chcesz tam wrócić, ale nie wiesz jak. Jak schwytać zapach? Jak złapać coś co jest nieuchwytne?
Pachnidło: historia mordercy to opowieść o obsesji na punkcie idealnego zapachu. Jan Baptysta Grenouille od dziecka jest wyjątkowy. Tragedią bohatera jest jego samotność, nie wie co znaczy kochać. W życiu miał do czynienia z wieloma zapachami, jednak ten jeden dał mu poczucie miłości- zapach kobiety. Nieustanne poszukiwania nowej „woni”prowadzą do tragedii.
Już od samego początku reżyser filmu- Tom Tykwer dokłada wszelkich starań, abyśmy razem z Janem przenieśli się do magicznego świata zapachów poprzez zbliżenia i ujęcia detali. W pierwszej scenie, gdzie bohater znajduje się w celi, jest ciemno, nie widać nic oprócz nosa- najważniejszego elementu utworu. Ważną rolę odgrywa narrator, który wprowadza nas w świat chłopaka.
W kolejnej scenie twórca Pachnidła stosuje montaż atrakcji. Wnętrzności ryb, tasaki, noże, zabijanie zwierząt ukazywane są przemiennie na zasadzie kontrastu ze zdjęciami noworodka- śmierć kontra życie.
Jako chłopiec Jan budził lęk w swoich rówieśnikach. Muzyka w tle rozgrywających się scen sprawia, że widz także może poczuć strach. To właśnie ona przez cały czas tworzy napięcie. Podtrzymuje wrażenie tajemniczości. Taki właśnie jest nasz bohater- tajemniczy. Pytamy, co tak naprawdę dzieje się w jego głowie? Czy to psychopata? Ciemne barwy, odcienie szarości odzwierciedlają uczucia Jana, oznaczają biedniejszą część społeczeństwa. W filmie rzuca się w oczy jedna kolorowa scena w perfumerii. Ludzie tam są szczęśliwi i bogaci. Pod koniec filmu zastosowano żywe kolory, wtedy kiedy chłopak ponownie jest naprawdę szczęśliwy.
Od momentu wyjścia z karocy mamy wrażenie, że bohater i nas zaczarował tak jak wszystkich na placu. Niespodziewany zwrot akcji powoduje, że zaczynamy mu współczuć. Sam nigdy nie doznał miłości, a przecież każdy chce kochać i być kochanym. Właśnie na tym polega magia tego dzieła. Zostajemy zmanipulowani, nasze myślenie od początku filmu zupełnie się zmienia. Jan Babtysta Grenouille sprawił, że zmieniliśmy zdanie. Zrobiliśmy to dla niego, zrobiliśmy to z miłości...